Archiwa tagu: Pink Floyd

Sny

Gdyby przyznawano Oscary w dziedzinie snów, miałabym szanse na tę nagrodę w kategoriach: Zapomniany świat, Nie istniejący świat, Dziwny świat, Koszmar. Te sny są oczywiście tak trudne do opisania, że nawet nie warto próbować. Mogłabym je ewentualnie namalować, ale mam problemy z rysowaniem. Gdybym jednak umiała, powstałyby twory zbliżone do surrealizmu, impresjonizmu, a także postimpresjonizmu. Jakkolwiek, pojedyncze obrazy nie oddałyby nastroju tego rodzaju snów. Trzeba by nakręcić film. Najlepiej potrafiliby to zrobić Has, Fellini i Bergman, gdy jeszcze żyli i chcieli pracować wspólnie. Nie chciałabym, aby moje sny odtwarzał Lynch, bo na pewno grubo by przesadził, a ja wyszłabym na paranoiczkę lub dewiantkę.

Pink Floyd „Brain Damage & Eclipse” (1974)

Nienawidzę

Nienawidzę, gdy głupota i chamstwo próbuje odgrywać rolę mądrości i kultury. A najgorsze jest to, że głupocie wydaje się, że jest mądra. Tylko chamstwo czasami ma świadomość samego siebie, ale to jeszcze gorsze. Do takiego dramatycznego postu doprowadziła mnie lektura niektórych blogów, również tych z topu.

Pink Floyd „Astronomy Domine” (1967)

Stare granie

Spośród dawnych grup muzycznych tylko Pink Floyd jest tą, do której nie mogę powrócić po latach. Odpycha mnie jakoś, przeraża albo denerwuje… Może zbyt dużo słuchałam jej kiedyś i do dziś pozostał przesyt? Wolałbym już posłuchać Berga czy Schönberga zamiast Pink Floyd :). A szkoda, bo teraz, gdy od prawie trzech lat ludzkość ma YouTube, szczególnie warto wracać do klasycznej muzyki rockowej…

Pink Floyd „Welcome to the Machine” (1975)

Żałoba

Męczy mnie ta publiczna żałoba. Mam swoje własne problemy, jak każdy, a teraz muszę męczyć się podwójnie… A muszę, bo wszyscy cierpią. Nie umiem tak nagle stać się aspołeczna, więc cierpię chcąc nie chcąc, patrząc w telewizor czy Internet. Nie wiem, czy to jest szczera żałoba… Media mnie ogłupiły.

Pink Floyd „One of These Days” (1971)

Czas

Jedno z najistotniejszych zagadnień dla człowieka. Dla mnie raczej niezrozumiałe. Próbowałam kilka lat temu przeczytać „Krótką historię czasu” Stephena W. Hawkinga, ale się nie udało. Zniechęciłam się w trzecim czy czwartym z jedenastu rozdziałów. Zbytnie zagęszczenie naukowości, coraz mniej pojmowałam… Uzyskałam jakieś ogólne, mgliste pojęcie o czasie i wszechświecie, jednak niczego mi to nie wyjaśniło. Czas nadal jest dla mnie tajemnicą.

Pink Floyd „Time” (1973)