Archiwum dnia: 2010-02-16

Hans Kloss, bohater z dzieciństwa

„W Paryżu najlepsze kasztany są na placu Pigalle”

Znowu to usłyszałam. Znowu oglądam „Stawkę większą niż życie” w telewizji. I znowu mam jakieś przeoczone odcinki. Oglądałam serial kilkanaście razy, ale nie pamiętam, aby kiedykolwiek udało mi się obejrzeć wszystko po kolei. W końcu będę musiała kupić DVD.

Aktorstwo w „Klossie” zachwyca. Najlepsi aktorzy, jacy byli w tamtych czasach. Nieplastikowi. Zupełnie inni niż współczesne polskie gwiazdy. I nawet jeśli poziom absurdu i niezgodności z realiami historycznymi jest w tym serialu wysoki, mogę go oglądać dziesiątki razy, podobnie jak wiele innych dzieł z tamtych czasów.

Natomiast ogromną większość współczesnych polskich produkcji fabularnych oglądam raz i mam dość na zawsze. Takie „Nigdy w życiu!”, na przykład, czy bardziej ambitne „Wesele”. Nawet zdecydowanie ambitne filmy, jak „Przemiany”, to nie do końca to. Mniej się orientuję w najnowszych polskich „wytworach” w tej dziedzinie, niemniej nie liczę na cuda. I dlaczego ciągle te same twarze na ekranie? Pewnie dla przyciągnięcia przeciętnego widza, któremu „podobają się melodie, które już raz słyszał”.

Współczesne kino, nie tylko polskie, mnie nie zachwyca. Zdaje się, że sztuka filmowa umarła, i nie pomogą jej żadne reanimacje, żadne Dogmy czy inne eksperymenty. Sztukę wyparło rzemiosło sprzężone z przemysłem filmowym i zasadami ekonomii.

hans_kloss