Archiwum dnia: 2008-06-05

Plac Zbawiciela

Przedwczoraj po raz pierwszy obejrzałam „Plac Zbawiciela”, wyreżyserowany przez Krzysztofa Krauze i Joannę Kos-Krauze. Pierwszy i chyba ostatni, bo film jest przerażający i jego chora atmosfera przez dłuższy czas zatruwała mi umysł i serce. Najpierw pomyślałam: „Straszna historia, ale to przecież fikcja.”, potem przeczytałam, że to wszystko naprawdę miało miejsce w Warszawie. Jakkolwiek budzący grozę, to bardzo dobry obraz; prawie idealnie przystający do rzeczywistości, pozbawiony większych przerysowań. Sama historia niestety niekorzystnie świadczy o naszym społeczeństwie. Artystycznie film jest o wiele lepszy od tak głośnych dzieł ostatnich lat, jak „Pręgi” czy „Komornik”, i tu prawie zgadzam się z opinią jednej z krytyków…

Magdalena Miecznicka („Dziennik”):
Chodzi człowiek na polskie filmy i obstawia, po której minucie zacznie się rumienić. Oglądał na przykład wychwalanego „Komornika” i głupio mu było za przerysowaną Kożuchowską i za scenarzystę, który pozwolił na łopatologiczną dobroduszność przesłania. Pobiegł na nagrodzone „Pręgi” i od pierwszej minuty wstydził się za recenzentów i jurorów, że nie umieli dojrzeć w tym filmie kiczu. (…) I nagle idziemy na nowy film Krauzego. (…) I jakbyśmy się znaleźli na innej planecie. Wszystko w tym filmie jest doskonałe. (…) Siedzimy pochłaniając każdą minutę i prosta społeczno-rodzinna historia budzi w nas metafizyczny strach, pokazując jak na dłoni to wszystko, czego chcielibyśmy nie wiedzieć o własnym życiu. (…)

Wassily Kandinsky - "Gloomy Situation"

Wassily Kandinsky – „Gloomy Situation” / źródło